Geopolityczne łupki

Unia Europejska od kilkunastu miesięcy zmaga się z podjęciem decyzji w sprawie eksploatacji gazu łupkowego w Europie. Dziś każdy kraj prowadzi własną politykę uzależnioną od stosowanego źródła energii i własnych interesów. Tym samym Unię czeka próba znalezienia spójnego kompromisu w sprawie łupków. I z pewnością będzie to dla niej spore wyzwanie.

Po przyjęciu raportów komisji ds. przemysłu i środowiska łupkowe emocje w Europie chwilowo trochę opadły. Kluczowy dla eksploatacji raport środowiskowy nie okazał się tak radykalny, jak początkowo przypuszczano, a część posłów wskazywała na pozytywne efekty wydobycia gazu dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego. Jednak sprawa przyszłości gazu jeszcze nie jest przesądzona i czas pokaże, jakie rozstrzygnięcia zapadną w tej kwestii. Dyskusja odżyje jesienią, kiedy to Komisja Europejska przedstawi konkretną propozycję przepisów środowiskowych. Emocje mogą być równie duże jak w czasie głosowania nad raportami. Tym bardziej, że aż jedna trzecia parlamentarzystów głosowała wówczas za całkowitym zakazem wydobycia gazu z łupków.


Łupki to jednak więcej niż tylko bezpieczeństwo energetyczne i ekonomiczna oszczędność. Taką perspektywę rewolucji łupkowej przedstawił profesor prawa energetycznego Alan Riley na łamach „The New York Times”. Wskazuje on, że większość opinii na temat gazu łupkowego skupia się na dwóch sprawach: cenach gazu oraz środowisku, zaś komentatorom umyka inna ważna kwestia – jak rewolucja łupkowa może zmienić geopolitykę. W tym kontekście kluczową rolę odegra nie sam gaz łupkowy, ale ropa z łupków, do której wydobycia wykorzystuje się technologię stosowaną do eksploatacji gazu.

Jakie zmiany przewiduje prof. Riley? W pierwszym kroku USA uniezależnią się od gazu, a następnie podobnie stanie się w przypadku ropy. Widać już pierwsze tego znaki. Międzynarodowa Agencja Energetyczna informuje, że w zeszłym roku import ropy przez Stany Zjednoczone był najmniejszy od 25 lat. W 2014 r. wyniesie 6 mln baryłek na dobę, czyli dwa razy mniej niż w szczytowym okresie, czyli latach 2004-07. Stany Zjednoczone stają się więc samowystarczalne, zwiększając tym samym swoje bezpieczeństwo energetyczne, a dodatkowo tworząc nowe miejsca pracy i to nie tylko w przemyśle wydobywczym. Szybko następuje bowiem ponowny rozwój przemysłu chemicznego i stalowego.

Agencja szacuje, że zwiększenie wydobycia spowoduje obniżkę cen ropy: europejskie Brent potanieje ze 112 do 99 dolarów, a amerykański WTI z 94 do 91 dolarów za baryłkę. W 2012 r. średni popyt na ropę naftową w USA wynosił 18,56 mln baryłek na dobę. Wewnętrzne wydobycie wynosi 6,43 mln, a w przyszłym roku wzrośnie najprawdopodobniej do 8 mln baryłek dziennie.

Jak zmieni to mapę geopolityczną świata? Większe wydobycie przez Amerykanów własnej ropy to potencjalnie dobra wiadomość dla Unii Europejskiej. Dzięki temu do Europy może trafić więcej płynnego surowca, który pierwotnie przeznaczony miał być na rynek amerykański. Jest jednak druga strona medalu. Samowystarczalne Stany Zjednoczone mogą stracić bezpośredni interes w zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw ropy przez Cieśninę Ormuz – ważny szlak światowego transportu ropy z Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Iraku i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jak bardzo jest to problematyczny region można było zauważyć rok temu, kiedy USA groziły nałożeniem dodatkowych sankcji gospodarczych na Iran w związku z prowadzonym przez niego programem atomowym. Iran w odpowiedzi odgrażał się wstrzymaniem dostaw surowca.

Ewentualne skutki powyższego scenariusza najlepiej obrazują liczby. Przez Cieśninę Ormuz przepływa rocznie ok. 20 proc. światowej ropy, co stanowi ok. 35 proc. całego światowego transportu drogą morską. Chiny to drugi obok USA kraj, który może przesądzić o rozwoju branży łupkowej. Impulsem do wykorzystania własnych zasobów łupkowych są dla nich zarówno własne złoża, szacowane na 36 mld m3 oraz, co może nawet istotniejsze, sytuacja na Pacyfiku.

Chiny zaopatrywane są w gaz głównie drogą morską. W przypadku potencjalnej morskiej blokady zostaną natychmiast odcięte od surowców. To tym większy problem, że dziś Państwo Środka uwikłane jest w spory dotyczące surowców energetycznych na Morzu Wschodniochińskim i Południowochińskim. Problematyczny jest również tzw. „pierwszy łańcuch wysp” między Chinami a Półwyspem Koreańskim, Kurylami, Japonią, Tajwanem, Filipinami, Indonezją i Australią. Cały ten obszar, poza Australią, może stać się punktem zapalnym ewentualnego konfliktu.

Tu warto zauważyć, że państwa pozostające w sporze z Chinami w większości są sprzymierzeńcami USA. Zapowiedzią zwiększającego się zainteresowania Stanów Zjednoczonych tym obszarem może być deklaracja wygłoszona w Singapurze w czerwcu 2012 r. przez emerytowanego już amerykańskiego ministra obrony narodowej Leona Panettę. Stwierdził on, że do 2020 r. amerykańska marynarka wojenna „przepozycjonuje swoje siły rozmieszczone w proporcji mniej więcej 50 proc. do 50 proc. między Pacyfikiem i Atlantykiem do 60-40 proc. na korzyść Pacyfiku”. A Chiny również się zbroją. Robert Kaplan twierdzi wprawdzie, że ma to charakter bardziej demonstracyjny niż faktycznie zmierzający do konfliktu. Niemniej jednak rozkład sił na morzu mógłby skłonić Chiny do zabezpieczenia swoich zasobów surowcowych poprzez wewnętrzne wydobycie.

Na tym nie kończy się możliwe geopolityczne przetasowanie. Krajami, których pozycja może się pogorszyć po zwiększeniu aktywności Stanów i Chin w dziedzinie wydobycia, są Rosja i Arabia Saudyjska. Mogą one stracić swoje dotychczasowe udziały w rynku. Prawdopodobnie z tego powodu Rosja, która początkowo próbowała dyskredytować informacje o łupkach, aktualnie prowadzi działania zmierzające do ich wykorzystania. I, jak oświadczył prezes Gazpromu Aleksiej Miller, „w odróżnieniu od gazu z łupków, którego wydobycie w Rosji jest całkowicie nieaktualne, wydobycie ropy łupkowej stanowi przedmiot poważnego zainteresowania dla grupy Gazprom”.

Rosja, której PKB tworzą w dużej mierze wpływy z energetyki, zrozumiała, że nie da się uciec przed łupkami. W myśl zasady: jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich. Know-how Rosjanie będą zdobywali m.in. od amerykańskiego Exxona. Dostosowywanie się do zmieniających się realiów jest kluczowe dla zachowania rosyjskiej pozycji międzynarodowej.

W ustaleniu swojej pozycji wobec rewolucji łupkowej najbardziej ociąga się Europa, która wyraźnie nie umie odnaleźć się w zmieniającej się rzeczywistości energetycznej. Ani wykorzystać szansy na pewną i tanią energię z własnych zasobów. Moratoria na wydobywanie, a czasem nawet na poszukiwania, które wydawane są przez państwa europejskie, zdają się być sprzeczne ze wspólnym, unijnym interesem.

Oczywiste jest, że nikomu nie zależy na degradacji środowiska, zwłaszcza w miejscu o takiej gęstości zaludnienia jak Europa. Ale ostrożność, a także przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, konieczne jest przecież przy każdej działalności gospodarczej czy przemysłowej. W najbliższych latach czeka nas walka z kryzysem gospodarczym. Jednym z kluczowych elementów konkurencyjnej gospodarki są ceny energii. Decyzja, czy wydobywać gaz i ropę z łupków, może oznaczać „być lub nie być” przyszłości Europy.

Europa nie jest kontynentem bogatym w surowce. Tym trudniej więc dobrowolnie rezygnować z pojawiających się zasobów. Może więc warto, póki co, wykorzystywać dostępne złoża, traktując je jako paliwo przejściowe? Efektywna i tania energia odnawialna to marzenie przyszłości. Świetnie, że Europa chce wyznaczać nowe trendy i rozwijać energetykę odnawialną. Ale pamiętajmy, że świat na nas nie zaczeka.
Trwa ładowanie komentarzy...